Piotr Koryś, “Największe błędy w historii gospodarczej Polski”

omp

17 października 2011
Port handlowy w Gdyni

Port handlowy w Gdyni

Kontynuujemy rozważania na temat największych błędów politycznych w dziejach Polski. Tym razem prezentujemy uwagi dr Piotra Korysia (Uniwersytet Warszawski), którego poprosiliśmy o podanie przykładów największych błędów i zaniechań gospodarczych, jakie się w minionych stuleciach przytrafiły Polakom. Ich związek z polityką jest oczywisty – miały one przyczyny m.in. polityczne właśnie i również takie skutki. Oczywiste, choć jednak niekiedy lekceważone założenie, że siła gospodarcza wzmacnia siłę polityczną – i vice versa – warte jest niezmiennego podkreślania, także wtedy, gdy z błędów przeszłości można wyciągnąć naukę na “teraz”.

Tak jak już kilku z poprzedzających mnie autorów napisało, nie łatwo jest wskazywać największe błędy w z przeszłości, nie zawsze łatwo bowiem, zwłaszcza w przypadku historii gospodarczej, przypisać je konkretnym osobom, decyzjom czy woli, nie łatwo oderwać decyzje od kontekstu. Spróbujmy jednak.

Polska właściwie aż do końca XIX wieku nie stała się krajem kapitalistycznym – zabrakło do tego mieszczaństwa, kapitału, nowoczesnego rolnictwa, innowacji, a wreszcie i sprawnego państwa. A właśnie pomiędzy XVII a końcem XIX wieku kapitalizm i towarzysząca mu rewolucja przemysłowa uczyniły z Europy Zachodniej najzamożniejszy region świata. Przynajmniej od końca XVII wieku sytuacja ekonomiczna Polski pogarszała się, nie tylko z powodu wojen, ale i nieefektywnej gospodarki i coraz mniej korzystnych terms of trade. Bardzo długo pogarszająca się sytuacja ekonomiczna nie była widoczna dla szlachty, przekładała się bowiem jedynie na rosnące rozwarstwienia społeczne, rosnącą słabość miast i biedę na wsi, oraz – w późniejszym okresie istnienia I Rzeczypospolitej – na coraz większą słabość instytucji publicznych. Próby odwrócenia tego procesu na różne sposoby podejmowano dopiero pomiędzy drugą połową XVIII wieku a powstaniem listopadowym. Najpoważniejszą z nich była Konstytucja 3 Maja. Być może więc, gdyby udało się ją choćby na kilka lat obronić, spowodowałoby to wejście ziem polskich na inną trajektorię rozwoju, szybszy skok cywilizacyjny, rozwój miast i przemiany na wsi. Takie zmiany zaś nastąpiły niemal wiek później, przynosząc rozkwit gospodarki na ziemiach polskich, a zwłaszcza w zaborze rosyjskim w ostatnich dekadach XIX wieku. Potencjalnie jednak utracone kilkadziesiąt, lub wręcz 100 lat przełożyło się na sytuację ekonomiczną Polski przez cały XX wiek – sytuację względnego zacofania i braku zdolności skutecznego nadrabiania dystansu rozwojowego wobec krajów wysoko rozwiniętych. Warto jednak przypomnieć, że utrzymujący się niemal stale dystans wobec wysoko rozwiniętych państw Zachodu (jeśli sięgnąć do miar takich jak GDP per capita, to ciągle polska gospodarka wytwarza nie więcej niż 40-50% tego co najlepiej rozwinięte gospodarki) wg obecnych szacunków stał się tak wielki już w okresie pomiędzy rokiem 1500 (gdy szacunkowe GDP Polski per capita stanowiło ok. 70-80% najlepiej rozwiniętych krajów – Włoch i Holandii, a było niemal równe angielskiemu, a Rzeczpospolita była nie tylko polityczną, ale i gospodarczą potęgą na miarę europejską), a 1650 (gdy polskie PKB per capita już najpewniej stanowiło mniej niż połowę holenderskiego i mniej niż 80% włoskiego i angielskiego). Być może więc pod koniec XVIII wieku próby reform były po prostu spóźnione?

Ale w polskiej historii gospodarczej, w czasach najnowszych, zdarzały się błędy bardziej już oczywiste. Jednym z nich była polityka walutowa Sanacji w okresie wielkiego kryzysu. Przywiązani do dawnych idei ekonomicznych, wiary w mocny pieniądz, którego kurs został usankcjonowany w Europie i powiązany z wartością złota i najważniejszych walut świata, twórcy polityki gospodarczej, a wśród nich m.in. Eugeniusz Kwiatkowski, bardzo długo nie decydowali się ani na dewaluację złotówki, ani na kontrolę dewizową, czyli właściwie ograniczenie wypływu dewiz z Polski. Skutki tego były katastrofalne dla polskiej gospodarki: w pierwszej połowie lat 1930. polski eksport uległ niemal zupełnej destrukcji, a głębokość kryzysu w kraju (porównywalna tylko z tą, której doświadczyli Niemcy i Amerykanie) spowodowała właściwie rozpad sektora przemysłowego w gospodarce. Jednocześnie zagraniczny kapitał, niezbyt powstrzymywany, Polskę niemal w całości opuścił. Wieś w tym okresie również radykalnie zbiedniała, a małe gospodarstwa chłopskie właściwie znalazły się poza rynkiem, zdane były tylko na samowystarczalność na głodowym poziomie z elementami wymiany barterowej (z przysłowiowymi zapałkami dzielonymi na czworo). Zmiana polityki przemysłowej była spóźniona o kilka lat, w skutek czego COP był w roku 1939 w trakcie budowy i daleko mu było do zaspokojenia potrzeb polskiej armii. Co ciekawe, polska polityka gospodarcza I połowy lat 1930. nie była bezsensowna – była próbą realizacji założeń liberalnej polityki gospodarczej i mogła przynieść dobre efekty – krótkie i głębokie załamanie (recesję) zamiast długotrwałej depresji, a po nim dynamiczną odbudowę. Jednak jej twórcy ignorowali sytuację na świecie i politykę prowadzoną przez inne kraje (nazywaną niekiedy beggar-thy-neighbor), a także nie dostrzegali nowych nurtów teorii ekonomicznej (keynesizm), które wpłynęły na politykę większości krajów uprzemysłowionych. Większa elastyczność w prowadzeniu niekonwencjonalnej polityki gospodarczej mogłaby po pierwsze zmniejszyć skalę załamania gospodarczego w Polsce, po drugie przyspieszyć wyjście z kryzysu, po trzecie wreszcie wzmocnić gospodarczo i militarnie Polskę u progu wojny. Upraszczając nieco można powiedzieć, że skoro wiele krajów już w pierwszej połowie lat 1930. odkryło, że najlepszym sposobem na wyjście z kryzysu jest uruchomienie produkcji amunicji, bo na pewno nadarzy się okazja, by ją wystrzelać, to Polska powinna zrobić podobnie. Wkrótce przecież miała nadejść okazja, by ją wykorzystać…

Nad błędami nie w pełni suwerennej polityki gospodarczej okresu PRL-u nie ma co się zastanawiać. Gdyby nie Hilary Minc i kilku innych, mielibyśmy dziś bardziej stabilny kapitalizm i porządniej ukształtowaną klasę średnią. Ale tu opcji wyboru nie było, wzory polityki gospodarczej narzucano z zewnątrz, zwłaszcza w latach 1950. Warto tylko wspomnieć, że gdyby nie nadmierna skłonność ekipy Edwarda Gierka do kredytów zagranicznych, to pewnie nie nastąpiłaby dekada „nadmuchiwanych” sukcesów lat 1970., a po niej katastrofalne załamanie w latach 1980. Z drugiej jednak strony, może te właśnie błędy polityki gospodarczej przyczyniły się do dynamiki przemian politycznych w Polsce kilka lat później?

Tagi: , ,

Komentarze są niedostępne.