W drodze do państwa. Polskich socjalistów kłopoty z geopolityką


Tekst z pracy zbiorowej Przeklęte miejsce Europy? Dylematy polskiej geopolityki, Ośrodek Myśli Politycznej, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2009

 

Już dla pierwszego pokolenia polskich socjalistów, skupionego w Gromadach Ludu Polskiego, geopolityka stanowiła poważny kłopot[1]. Kłopot ten miał już odtąd stale towarzyszyć lewicy – i to niezależnie od jej ideologicznych zabarwień i odcieni. Dotyczył on bowiem jej nurtu etycznego, to znaczy wolnościowego, woluntarystycznego i romantycznego, charakteryzującego się – jak Gromady – utopijnością i ideowością. Dla jego przedstawicieli, szczególnie zaś niepokornych[2], socjalizm był przede wszystkim wskazaniem moralnym i wezwaniem do czynu. W równej mierze dotyczyło to również nurtu naukowego, pozytywistycznego, deterministycznego i ekonomistycznego, który kładł nacisk na analizę stosunków klasowych. Tutaj socjalizm jawił się przede wszystkim jako ostateczna i niepodważalna teoria rozwoju społecznego. Mimo poważnych różnic między oboma konkurencyjnymi prądami, zgodnie spychały one geopolitykę na margines swych zainteresowań. W konsekwencji nie znajdziemy u polskich socjalistów traktatów z dziedziny stosunków międzynarodowych, zbliżających się choćby do jakości pracy Romana Dmowskiego Rosja, Niemcy i kwestia polska[3], którą należy traktować jako typ idealny analiz geopolitycznych[4]. Co więcej, jak pokazuje porównanie reprezentatywnych pism Dmowskiego[5] z reprezentatywnymi wyborami prac polskich socjalistów i marksistów[6], również pod względem ilościowym geopolityka zajmowała w ich myśli miejsce podrzędne.

Kłopoty z geopolityką

W niniejszym artykule chciałbym wyjaśnić, dlaczego polski ruch socjalistyczny, wokół którego zgromadziły się przecież najwybitniejsze umysły epoki, do I wojny światowej nie stworzył szerokiej wizji geopolitycznej. Z drugiej strony, chcę pokazać, że geopolityka stanowiła ważny horyzont rozważań socjalistów, do którego nieustannie się zbliżali.

Kłopot socjalistów ze sprawami międzynarodowymi nie był jedynie polską specjalnością. Socjalizm bowiem nie wypracował konceptualnych narzędzi, żeby zajmować się geopolityką jako zjawiskiem sui generis.

Choć socjalizm nigdy nie abstrahował od perspektywy międzynarodowej, która była wpisana w jego istotę („Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”, kolejne międzynarodówki)[7], nie oznacza to jeszcze, że był zdolny do budowania dojrzałych teorii spraw międzynarodowych. Podczas bowiem gdy w analizach geopolitycznych głównymi aktorami politycznymi są państwa i ewentualnie narody, u socjalistów taką rolę odgrywał proletariat. Państwo (wzgl. naród) było dla nich bytem, który należy raczej przezwyciężyć niż analizować; wrogiem, a nie przedmiotem pogłębionego badania. W rzeczywistości jednak przez cały XIX i XX wiek to właśnie państwa (wzgl. narody) pozostawały prawdziwymi podmiotami polityki międzynarodowej; widzieć w tej roli proletariat znaczyło ulegać własnemu chciejstwu. Dojrzałe analizy geopolityczne wymagały ponadto zmysłu dyplomacji i – jak wyraził się ironicznie jeden z krytyków Dmowskiego[8] – pisania tak, jakby się było ministrem spraw zagranicznych, od tego zaś socjaliści ze względu na swój radykalizm byli bardzo odlegli.

Tendencja do niedoceniania roli państwa i narodu była charakterystyczna zarówno dla utopijnego, jak i naukowego nurtu ideologii socjalistycznej. Z jednej strony, Fourier w projekcie doskonałego świata wychodził od falansteru jako podstawowej komórki społeczeństwa przyszłości, łączącej się w coraz szersze federacje i związki, by na końcu objąć cały świat w postaci „imperium globu”[9]. Z drugiej strony, zbieżne z tą wizją poglądy wyznawali Marks i Engels[10]. W takiej perspektywie państwo (wzgl. naród) musiało być przezwyciężone od dołu i od góry – z jednej strony przez struktury słabsze i mniejsze od niego (falanstery, komuny, rady, związki przyjaźni), a drugiej – przez te większe i silniejsze (imperium globu, europejską demokrację, królestwo wolności).

Na tym tle korzystnie wyróżniał się socjalizm polski, gdyż z uwagi na jego bardzo ścisły związek z walką o odzyskanie niepodległości kwestia narodu, a także odzyskania państwa, wysuwała się na plan pierwszy[11]. W przeciwieństwie na przykład do Marksa[12] nasi rodzimi myśliciele utożsamiali kwestię narodową z kwestią ludową. Już dla gromadzian „Naród” stał się najważniejszym hasłem. Nie traktowali go jako epifenomenu, ale jako byt realny.

Tego rodzaju połączenie socjalizmu z nacjonalizmem rodziło jednak dwojakie problemy. Po pierwsze, wcale nie musiało ono prowadzić do analiz geopolitycznych. Gromadzianie byli tak bardzo zaprzątnięci ideą walki zbrojnej i rewolucji społecznej, tak bardzo skupiali się na kwestiach uniwersalnych, uwłaszczeniu i uobywatelnieniu włościan, a nawet budowie Kościoła Powszechnego, że pobocznie traktowali międzynarodowy kontekst swych działań. Choć postrzegali naród jako rzeczywistość sui generis, to nie traktowali już w ten sposób samych państw i stosunków między nimi.

Po drugie, mogło pojawić się silne przypuszczenie, że nawet jeśli polscy socjaliści zajmą się myślą geopolityczną, będą ją uprawiać nie z punktu widzenia socjalizmu, lecz z punktu widzenia polskości[13]. Ta wątpliwość dała o sobie znać w czasach rozkwitu socjalizmu (1870-1914), które były jednocześnie czasami bardzo dynamicznego rozwoju nacjonalizmu – i kierowano ją pod adresem nie tylko socjalistów polskich, lecz socjalistów wszystkich krajów[14]. Dobitnie formułował tę wątpliwość na przykład Kelles-Krauz[15], pokazując, że nie istnieje jeden socjalistyczny program polityki międzynarodowej. Partie socjalistyczne w Niemczech, Rosji i Austrii – mimo że wychodzą przecież z tych samych przesłanek ideologicznych – zupełnie inaczej zapatrują się bowiem na sprawy geopolityki i najczęściej po prostu bronią interesów własnego państwa i narodu. Z tego powodu ich poglądy często stały w jawnej sprzeczności z dążeniami polskiego proletariatu, które chciała reprezentować Polska Partia Socjalistyczna[16]. Najbardziej jaskrawego dowodu na rzecz tezy Kelles-Krauza dostarczyła klęska II Międzynarodówki w 1914 roku, gdy z wyjątkiem pojedynczych jednostek, takich jak Róża Luksemburg czy Włodzimierz Lenin, socjaliści gremialnie poparli swoje państwa w wojnie światowej, która z teoretycznego punktu widzenia była wojną burżuazyjną i imperialistyczną – i szła wbrew podstawowemu założeniu o proletariackim internacjonalizmie[17].

Z drugiej jednak strony, różnice w ocenie sytuacji międzynarodowej między europejskimi socjalistami można było tłumaczyć nie tyle nacjonalizmem, ile odmiennymi interpretacjami socjalizmu. Z zasad socjalistycznych bowiem trudno wydedukować jeden spójny program geopolityczny, który należałoby realizować tu i teraz. Przeciwnie, można sobie wyobrazić bardzo wiele i bardzo różnych stanowisk w sprawach międzynarodowych, głoszonych przez wyznawców tej samej ideologii.

W sposób bardzo trzeźwy o problemie tym pisał Ignacy Daszyński, uczestnik II Międzynarodówki, a przy tym wybitny, jeśli nie najwybitniejszy taktyk polityczny polskiego socjalizmu: „Poszczególne narodowe środowiska, w których dążenia emancypacyjne proletariatu wywalczają sobie siłę i potęgę, to podłoża bardzo różne i bardzo swoiste. (…) Szablon tu nic nie pomoże i staje się po pewnym czasie śmiesznym zabytkiem, pretensją nie uzasadnioną, odrzucaną na bok, jako szmata lub jako relikwia”[18].

Kelles-Krauz[19] mógł więc w imieniu PPS, broniąc państwowych aspiracji Polaków, powoływać się na „materializm historyczny”; ten sam materializm, który służył Róży Luksemburg, głównej ideolog Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), do kwestionowania idei samostanowienia narodów. Taka różnica zdań nie stanowiła żadnego wyjątku, gdyż – jak pokazywał Leszek Kołakowski[20] – myśliciele socjalistyczni bez problemu znajdowali u Marksa poparcie na rzecz wzajemnie wykluczających się tez. W szczególności można było w jego myśli znaleźć argumenty zarówno na rzecz niepodległości Polski, jak i te skazujące Polaków jako naród na zagładę[21].

Niezależnie od źródeł zainteresowania kwestiami geopolityki, zarówno w jednym, jak i w drugim nurcie polskiego socjalizmu można wskazać na wyraźny trend do coraz poważniejszego traktowania państwa i stosunków międzynarodowych. I tak, zwolennicy socjalizmu etycznego szli w tym kierunku wychodząc od etyki, a zwolennicy socjalizmu ekonomistycznego – od ekonomii.

Od etyki do geopolityki

W perspektywie socjalizmu etycznego podstawową rzeczywistością jest naród; naród pojęty nie tyle jako wspólnota posiadająca organizację państwową, ile jako wcielenie pewnych wartości, jako wzniosła idea. Nawiązując do dziedzictwa romantycznego, socjaliści zwykle oceniali idee składające się na polskość bardzo wysoko; w ich wypowiedziach pobrzmiewają wręcz wątki misjonistyczne. „Najcenniejszym bogactwem narodu – pisał Ludwik Krzywicki[22] – nie są martwe rzeczy i korzystny bilans wywozu, lecz zdrowa i wrząca krew w żyłach, entuzjazm i świeżość uczuć, szczerość i wiara w siebie i ludzi”. Polacy, głosił dalej, powinni poświęcić się pracy nad „pomyślnością gatunku narodowego, a zamiast takich fetyszów, jak bogactwo narodowe ekonomii dzisiejszej, (…) czcić zrehabilitowaną duszę-ciało. Taka społeczność wyłoni siły wytwórcze niezmiernej wydajności i przysporzy więcej mienia materialnego niż nasza epoka”.

Nestorem tego nurtu był Bolesław Limanowski, który odegrał niezwykle dużą rolę w kształtowaniu narodowej (Luksemburg powiedziałaby: socjalpatriotycznej) ideologii PPS[23]. W ważnym studium Naród i państwo wywodził, że te dwa tytułowe byty, „często utożsamiane przez historyków, polityków, prawników, publicystów, a nawet socjologów, przedstawiają przecież wcale odmienne od siebie rzeczy. Naród jest to społeczność żyjąca, organiczna; państwo zaś jest to przede wszystkim ujęta w granice przestrzeń ziemi z jej tworami i ludnością na niej zamieszkałą, a następnie wszelkiego rodzaju urządzenia (instytucje), służące do władania i gospodarowania na niej”[24]. Dla autora naród stanowił społeczność naturalną, która „przedstawia jak dotąd najwyższy poziom uspołecznienia”[25]. W porównaniu z nim państwo przedstawiało się o wiele gorzej – jest to społeczność zorganizowana, która została oparta na wyzysku i przemocy. Naród, który dysponować będzie państwem do realizacji swych interesów, z gnębionego może łatwo przeistoczyć się w gnębiciela[26]. Limanowski dawał więc wyraz nadziei, „że jak poznikały wewnętrzne rogatki, tak też znikną i pograniczne komory w jednej zrzeszonej republikańsko-demokratycznej Europie”[27]. Chodziło mu zatem o całkowitą przemianę zasad europejskiej polityki, a nie o szczegółowe analizy geopolityczne. Był przy tym świadom pewnej utopijności swych postulatów.

Stanowisko autora Narodu i państwa zostało doprowadzone do skrajności przez Edwarda Abramowskiego[28]. Pracując nad kontynuacją swojego fundamentalnego dzieła Socjalizm a państwo, Abramowski zdefiniował państwo podobnie jak Limanowski, to jest jako organizację opartą na przymusie, który tłamsi wszelką wolność jednostki i wspólnoty[29]. Jako czołowy polski zwolennik „rewolucji moralnej”, „socjalizmu bezpaństwowego” i „ruchu etycznego” głosił ideę „rzeczpospolitej ludowej”, w której „będzie nasze, ludu polskiego panowanie. Lud sam sobą rządzić będzie. Żadnych ciemiężycieli, żadnej władzy”[30]. Oznaczało to między innymi konieczność „zwężenia atrybutów państwa”, wycofywania go z różnych sfer życia, „zastąpienie społeczeństwa terytorialnego przez społeczeństwo stowarzyszeniowe, przymusowego przez dobrowolne”. Celem polityki socjalistycznej powinno być zatem rozwijanie aktualnych „sił antypaństwowych[31].

Choć Abramowski był zwolennikiem woluntarystycznej wersji socjalizmu i podkreślał, że posiadanie ideału moralnego jest dla rozwoju ruchu socjalistycznego ważniejsze niż teoria naukowa, to bynajmniej nie przekreślał roli materializmu historycznego. Uważał raczej, że prawdziwy socjalizm powinien być umiejętnym połączeniem nauki i twórczości, determinizmu i wolności jednostkowej[32].

Paradoksalnie, mimo całej antypaństwowej retoryki, u Abramowskiego widać dobrze stopniowe przechodzenie od wzniosłych ideałów etycznych do geopolityki. Na progu niepodległości pisał, że „Polska musi być nie tylko niepodległa zupełnie – ale musi być także wielka, silna, demokratyczna, tj. ludowa i piękna w znaczeniu moralnym, musi być taka, jaką ją tworzyli w myśli i dziełach swoich geniusze narodu, Mickiewicz, Słowacki, wielcy poeci i wielcy wodzowie spisków i powstań”[33]. W tych sformułowaniach słychać już, że Polska przestaje być ideą, ale staje się rzeczywistością, o którą należy walczyć. Stąd brało się poparcie Abramowskiego dla Legionów Piłsudskiego.

W jeszcze jaśniejszy sposób owo przejście z etyki do geopolityki rysuje się w rozważaniach Stanisława Brzozowskiego, który inaczej niż Krzywicki czy Abramowski porównywał Polskę z innymi krajami nie po to, by dowieść, że liczy się tylko „entuzjazm i świeżość uczuć”, lecz by pokazać nasze zacofanie[34].

Choć w swoich polemikach przeciwstawiał realizmowi endeków ujęcie Polski jako idei, to skądinąd dotychczasowe realizacje tej idei oceniał bardzo nisko[35]. W charakterystycznym liście do towarzyszki Salomei Perlmutter pisał: „Polska musi zerwać ostro, niepowrotnie z całą dotychczasową literacką tradycją. Polska literatura musi sobie uświadomić, że w przeszłości poza nami nic. Gdzie nasz współudział w pracach ludzkości? (…) Raz przecie włączcie Polskę do Europy, ale bez zastrzeżeń, bez kompromisów, nie lękajcie się krańcowości, walki z popami Chrystusa i ojczyzny (wszystko jedno) – a następne pokolenie już młodych Polaków inaczej czuć będzie, inaczej będzie myśleć, chcieć”[36].

Dla Brzozowskiego europejską kulturę ucieleśniały w najpełniejszym stopniu Włochy oraz – przede wszystkim – Anglia. Autor Idei nie chciał jednak pozostać na poziomie wartości i w późniejszym okresie państwo w jego wizji poczęło schodzić z nieba idei do rzeczywistości; Polska stawała się projektem, w którym liczy się nie tyle literatura i sztuka, co „zdolności państwowo-społeczne”, wytwórczość, urządzenia rodzinno-płciowe, a nawet organizacja państwowo-militarna[37].

Podczas gdy Anglia z jej potęgą ekonomiczną i siłą państwa była dla Brzozowskiego rzeczywistością, do której powinniśmy dążyć, Rosja pozostawała rywalem, z którym powinniśmy walczyć. Jego zdaniem wielkość rosyjskiej literatury jest pochodną państwowej woli narodu rosyjskiego. „Niebezpieczeństwo ze strony Rosji nie słabnie – pisał w Głosach wśród nocy[38] – lecz wzmaga się i wymaga wzmożonej pracy, wymaga skupienia i podniesienia energii narodowej i tworzenia raz jeszcze nowoczesnej świadomości; wychowywania młodych pokoleń polskich do zwycięskiej biologicznej i ekonomicznej walki w nowoczesnym świecie”. Ku swojemu zaskoczeniu czytelnik może zauważyć w sformułowaniach Brzozowskiego wątki darwinowskie, które przedstawiają stosunki między narodami jako walkę o byt.

Paradoks polegał jednak na tym, że Brzozowski przechodził tym samym na pozycje niemiłej mu Narodowej Demokracji i porzucał etyczny punkt widzenia socjalizmu na rzecz realizmu. Co więcej, zabrakło mu w tym pełnej konsekwencji. W przeciwieństwie na przykład do Dmowskiego uprawiał on bowiem geopolitykę jako krytyk literacki, a nie jako geopolityk. Z konieczności więc wciąż, tak jak Abramowski, zatrzymywał się na poziomie haseł.

Od ekonomii do geopolityki

Socjalizm ekonomiczny, naukowy dzielił z Gromadami zainteresowanie już nie tyle etyką, ile kwestią społeczną. Tak jak w perspektywie etycznej państwo i naród były definiowane jako ucieleśnienie uniwersalnych idei, tak w perspektywie ekonomicznej interpretowano je jako realizację uniwersalnych praw rozwoju społecznego. W porównaniu z socjalizmem etycznym przedstawiciele tego nurtu dużo chętniej przeprowadzali analizy geopolityczne, które dodatkowo nie poprzestawały na ogólnych zawołaniach, lecz dawały konkretne wskazówki, co należy czynić tu i teraz. Kłopot polegał jednak na tym, że nie były to analizy geopolityczne sensu stricto, gdyż opierały się na fałszywych przesłankach – socjaliści wciąż nie doceniali roli państw i ich bieżącej polityki, a przeceniali rolę kontekstu ekonomicznego.

Najbardziej reprezentatywny przedstawiciel tego nurtu, Ludwik Krzywicki, pierwszy polski socjaldemokrata i pierwszy polski teoretyk marksistowski z prawdziwego zdarzenia, nie był jednak konsekwentnym wyznawcą ekonomizmu i w tym sensie nie był marksistą ortodoksyjnym[39]. Co więcej, w późniejszym okresie można u niego wskazać (tak jak uczyniłem to już powyżej) na elementy wręcz romantyczne, wywodzące się z ducha socjalizmu etycznego. Początkowo jednak Krzywicki stanowczo odżegnywał się od etycyzmu. W tym duchu krytykował utopistów i anarchistów, a więc ideologów pokroju Abramowskiego, jako „obłąkańców przewrotu”, albowiem „wszystkie »bezwzględne sprawiedliwości« i »etyki« to tylko odbicie się żywiołów rzeczowo-społecznych w podatnej dogmatyzmowi głowie ludzkiej”[40]. Przyjmował on tutaj bardzo rygorystyczną wizję związków między bazą a nadbudową – nadbudowa jawiła się po prostu jako „odbicie” najbardziej fundamentalnych procesów ekonomicznych. Dlatego też w swej klasycznej rozprawie Idea a życie radził swym przeciwnikom: „zamiast snucia mrzonek, o których wcielanie się rozwój społeczny się nie kłopocze, weźcie się do zbadania istoty społeczeństwa” – ową istotą społeczeństwa były oczywiście „procesy ekonomiczne”[41].

Z tego punktu widzenia Krzywicki nie traktował państw jako niezależnych aktorów, lecz jako obszary, w których istnieje różny stopień wytwórczości, determinujący wszelkie pozostałe charakterystyki społeczeństwa. „Ogół tych wszystkich czynników ekonomicznych stanowi podstawę całego ustroju społecznego i określa jego kształty i organizację; zmiana zaś tych czynników, odbywająca się zresztą siłą samych stosunków bytu materialnego, wywołuje ciągłą zmianę ustroju społecznego, ciągłe się jego przystosowywanie do warunków produkcji i wymiany”[42].

Krzywicki nie miał więc wątpliwości, że klucza do rozumienia rzeczywistości społecznej dostarczają stosunki produkcji wraz ze wszystkimi antagonizmami klasowymi, jakie się z nimi wiążą. Jako jednak myśliciel bliski PPS podkreślał wagę stosunków narodowych, choć we wczesnej publicystyce traktował je jako pochodne wobec stosunków między klasami społecznymi. Kiedy na przykład opisywał Austrię („ową ojczyznę ciemnoty”), zwracał uwagę na antagonizmy ekonomiczne między poszczególnymi częściami cesarstwa i „walkę klasową, która przekształca się w narodowościową”[43].

U Krzywickiego znajdziemy wiele przeprowadzanych w tym duchu analiz stosunków międzynarodowych. Przyglądał się on bacznie polityce wobec robotników w Prusach, Ameryce, Chinach[44] i Rosji[45], a także stosunkom między Włochami i Francją, Europą a Ameryką, Europą a Chinami etc.[46]. Choć zgodnie ze swoim scjentystycznym punktem widzenia wzdragał się przed wszelkimi spekulacjami i przepowiedniami[47], przynajmniej w jednym artykule (Wszechameryka i Wszecheuropa[48]) wyraził przypuszczenie, że w przyszłości powstaną potężne bloki ekonomiczne, takie jak panamerykańskie i paneuropejskie związki celne. Uważał, że taki właśnie podział świata będzie sprzyjał rozwojowi socjalizmu, gdyż jego wrogiem – jak sądził – jest rozwój rynku światowego, którego teraz nie potrafią kontrolować w pojedynkę poszczególne kraje, a w przyszłości nie powściągnie rząd wszechświatowy, niemal z założenia ociężały i niewydolny. W takiej sytuacji jedynym możliwym rozwiązaniem jest rozwiązanie pośrednie: bloki ekonomiczne, które obejmują swym zasięgiem całe kontynenty[49].

Należy jednak podkreślić, że w ogromnym dorobku badacza analizy geopolityczne stanowią jedynie drobną część i pojawiają się w późniejszym okresie jego pracy. Jasne jest też, że państwo i naród nie są tu badane jako takie, lecz jako efekty bardziej podstawowych procesów ekonomicznych. Państwo analizowane jest najczęściej w kategoriach abstrakcyjnych, takich jak centralizacja i urbanizacja, a nie pod kątem jego konkretnej polityki wobec innych państw i narodów[50].

Ekonomizm wyznawany przez Krzywickiego znalazł swą radykalną formę w myśli Róży Luksemburg, która również zajmowała się podobnymi analizami geopolitycznymi. Inaczej jednak niż tłumacz Kapitału, procesy narodowe uznała nie tylko za wtórne wobec procesów ekonomicznych, lecz także za nieistotne (z punktu widzenia naukowego) i niekorzystne (z punktu widzenia rozwoju socjalizmu). Naród musiał ustąpić miejsca klasie – tak w porządku logicznym, jak i moralnym. W swej podstawowej pracy Kwestia narodowa i autonomia działaczka dowodziła, że w obliczu rozwoju globalnej gospodarki kapitalistycznej kwestie narodowe będą traciły na znaczeniu. Małe i słabe organizmy państwowe, niezdolne do konkurencji na rynku, zostaną podporządkowane przez organizmy większe i silniejsze. Ostatecznym celem tego rozwoju jest powstanie jednego narodu – „pracującej ludzkości wszystkich ras i języków”[51]. U Luksemburg ekonomizm wiódł wprost do Ludzkości, a nie Narodu; do Wszechludzkości, a nie Wszecheuropy czy Wszechameryki.

Identyczne idee pojawiały się u innych czołowych ideologów SDKPiL, którzy pisali, że rozwój kapitalizmu podważa ideę niepodległości Polski, ale otwiera drogę do współpracy między proletariatem polskim i rosyjskim w obalaniu caratu[52]. W ich dokumentach programowych znajdziemy współgrające z tym określenia dążeń samostanowienia narodowego jako „nowej komedii”[53]. Z tego przekonania wynikało następnie poparcie leninowskich bolszewików przeciw polskim rewizjonistom z PPS. Utożsamiając się z ideologią bolszewicką, Julian Marchlewski domagał się dyktatury proletariatu, uznając, że tylko w ten sposób można wyrwać państwo z rąk wyzyskiwaczy[54]. Tak radykalny ekonomizm, kwestionujący dążenia niepodległościowe, prowadził do marginalizacji najpierw SDKPiL, a potem PPR na polskiej scenie politycznej[55].

Sam Krzywicki w późniejszym okresie oddalił się od ekonomistycznego stanowiska, dodając coraz śmielej wątki etyczne i ideowe. W najpełniejszy sposób dał temu wyraz w dziełku Takimi będą drogi wasze, publikowanym w latach 1903-1907: „Inni dają ci tablice przykazań, zadowoleni, że usta twoje będą je powtarzały. Ja pragnąłbym treść ich wyryć w sercu twoim”[56]. Te przykazania nie dotyczą już jak onegdaj poznania praw społecznych, lecz pomocy polskiemu ludowi. Z drugiej zaś strony, autor Idei a życia przezwyciężał ekonomizm na gruncie naukowym. „Procesy ekonomiczne”, a także „warunki produkcji i wymiany” zostały przez niego uznane za niewystarczające zmienne wyjaśniające procesu zmiany społecznej. W nowszej koncepcji taką rolę miało spełniać pojęcie „podłoża historycznego”, które zdefiniował jako „urządzenia polityczne i prawne, poglądy etyczne i estetyczne, wierzenia i systemy filozoficzne, zwyczaje życia codziennego, usposobienie i temperament”[57]. Choć był to bardzo duży krok od ekonomizmu do geopolityki, państwo zostało potraktowane tutaj jedynie jako fragment podłoża historycznego (urządzenia polityczne i prawne), a nie jako niezależny aktor, który prowadzi konkretną politykę tu i teraz.

Podobną pozycję zajął Kazimierz Kelles-Krauz, który również nie stronił od analiz geopolitycznych. Starał się on łączyć założenia materializmu ekonomicznego z silną wiarą w trwałość i rzeczywistość narodów, a więc klasowe stanowisko SDKPiL z narodowym stanowiskiem PPS[58]. Z jednej strony zwracał on uwagę na rozwój środków wytwórczych i zwiększanie się w związku z tym znaczenia proletariatu. Z drugiej jednak namiętnie podkreślał, że proletariat ma ojczyznę, że posiada bardzo określone przekonania patriotyczne – i że jest najbardziej polską warstwą. Podobnie jak Limanowski, utożsamiał on prawdziwy patriotyzm ze sprawą prawdziwego socjalizmu[59].

Oczywiście takie rozwiązanie nie mogło satysfakcjonować Róży Luksemburg i ortodoksów z SDKPiL. Zaostrzający się zaś spór pomiędzy PPS i SDKPiL prowadził do sytuacji, w której dyskusja zaczęła obracać się w pierwszym rzędzie wokół pryncypiów, to jest tego, czy Polska ma być niepodległa, czy nie – a dopiero w dalszej kolejności brała pod uwagę pytanie, w jaki sposób, przy pomocy jakich metod, należy dopomóc lub zapobiec odzyskaniu przez Polaków państwa. Niemniej dynamiczna instytucjonalizacja, upartyjnienie i umasowienie ruchu socjalistycznego przed I wojną światową doprowadziły do tego, że niejako z konieczności kwestie geopolityczne stawały się dla tegoż ruchu coraz ważniejsze.

Konkluzje

Zarówno w socjalizmie etycznym, jak i – przede wszystkim – ekonomicznym widać bardzo wyraźny trend wiodący w stronę geopolityki. Trend ten sprawia w ostatecznym rachunku, że socjaliści istotnie zaczynają tworzyć myśl geopolityczną, z tym że wtedy przestają być socjalistami – i zbliżają się do narodowców, a nawet konserwatystów.

Socjologicznie rzecz biorąc, konserwatyści i narodowcy reprezentują odpowiednio wyższe i średnie warstwy społeczeństwa, będące w XIX wieku pełnoprawnymi uczestnikami procesu politycznego. Ci pierwsi proponują wizję społeczeństwa jako organizmu zbudowanego z głowy (moralnych i światłych elit, to jest konserwatystów) oraz tułowia (niemoralnego i nieracjonalnego ludu, to jest całej reszty), ci drudzy zaś kładą nacisk na nowoczesność i realizm, które uosabia burżuazja. Obie ideologie są antyrewolucyjne i mają służyć demobilizacji ludu. Na tym tle jako zgoła odmienna jawi się rola socjalistów, którzy chcą reprezentować i porywać do czynu warstwy niższe przy pomocy dyskursu rewolucyjnego i antyelitarnego[60]. Początkowo socjaliści nie uczestniczą w systemie politycznym, który pozostaje zamknięty dla ich roszczeń, i przychodzą do niego niejako z zewnątrz. Nie żądają więc reform, lecz rewolucji. W tym sensie nie są politykami, lecz częściej – antypolitykami, tymi, którzy zamiast polityki uprawiają antypolitykę.

Jednakże w momencie, gdy system polityczny ulega demokratyzacji, socjaliści stają przed pokusą reformizmu i przejęcia retoryki swoich dotychczasowych wrogów politycznych. Bardzo dobrze wyczuwał to Ignacy Daszyński[61], który wywodził ortodoksyjny radykalizm socjalistów z Rosji czy Hiszpanii z kontekstu, w jakim dane było im działać. Struktura możliwości politycznych w tych krajach była bowiem bardzo zamknięta. Państwo nie dopuszczało do artykułowania żądań społecznych, stąd ruch robotniczy musiał je realizować metodami pozaparlamentarnymi. Inaczej we Francji, Szwajcarii czy Australii, które nie stawiały barier w rozwoju ruchu robotniczego i w tworzeniu jego parlamentarnej reprezentacji. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami stały Niemcy, gdzie ruch robotniczy z jednej strony był niezwykle silny i dynamiczny, ale z drugiej – nie mógł liczyć na to, że weźmie w ręce ster rządów. Socjaliści niemieccy byli zatem rozdarci pomiędzy rewizjonizmem (Bernstein) i ortodoksją (Kautsky)[62].

Rewizjonizm stanowił kwestię kluczową, dotyczącą samej istoty socjalizmu. Prowadził bowiem do poniechania definiujących socjalizm rewolucyjnych i antypolitycznych środków i celów. Nic też dziwnego, że spór wokół niego stał się podstawowym sporem Drugiej Międzynarodówki, która na kolejnych międzynarodowych kongresach potępiała rewizjonizm jako próbę zamaskowania sprzeczności klasowych[63].

Wśród polskich socjalistów stanowisko antyrewizjonistyczne reprezentował Kazimierz Kelles-Krauz, podkreślając, że kluczem do powodzenia socjalizmu jest utrzymanie antagonizmu klasowego między burżuazją a proletariatem, który osłabia „udział socjalistów w centralnych władzach państwa za zgodą burżuazji otrzymanych”[64]. Tę intuicję podzielał także Edward Abramowski, wywodząc w pracy Socjalizm a państwo, że socjaliści zmieniają się w chwili, gdy dochodzą do władzy – zamiast bowiem walczyć z państwem, chcą upaństwawiać wszystko[65]. Wtórowała im Róża Luksemburg, pisząc w klasycznej Reformie socjalnej czy rewolucji, że państwo kapitalistyczne jest państwem klasowym i nie można zmieniać go w sposób reformistyczny[66]. Tylko bowiem rewolucja społeczna może sprawić, że państwo przestanie być środkiem wyzysku i zostanie przekształcone w społeczeństwo.

Jednak ci wszyscy krytycy nie zauważyli, że w pewnym sensie rewizjonistyczne i antysocjalistyczne jest ich własne postępowanie – nawet nie tyle uczestnictwo w rządach burżuazji, ile już samo tworzenie partii socjalistycznych. Jak słusznie dowodził Daszyński, „wzrost organizacji socjalistycznej” i „doskonalenie się parlamentarnej i konstytucyjnej maszyny” z konieczności prowadzą do reformizmu[67]. Partie polityczne z samej swej natury biorą udział w normalnej politycznej grze, a jeśli rosną w siłę, mogą wywierać coraz większy nacisk na państwo. Droga parlamentarna okazuje się wtedy o wiele bardziej skuteczna i mniej kosztowna niż wszelkie alternatywne opcje, z których korzystali dotąd socjaliści: terroryzm, strajki, wiece czy rewolucje. W konsekwencji konflikt społeczny ulega, mówiąc językiem Charlesa Tilly’ego[68], coraz dalej posuniętej parlamentaryzacji.

Przyjmowanie odpowiedzialności za rządy wydaje się jedynie logiczną konsekwencją instytucjonalizacji ruchu robotniczego w postaci partii politycznych. Ostatecznie zaś proces ten prowadzi do tego, że partie socjalistyczne powoli stają się podmiotem politycznym nie tylko w kraju, lecz także na arenie międzynarodowej; w rękach ich przywódców coraz częściej zaczyna spoczywać odpowiedzialność za ład między państwami. W rezultacie socjaliści są zmuszani do tworzenia coraz doskonalszych koncepcji geopolitycznych.

W roku 1914 dla polskich socjalistów wciąż jednak była to sprawa przyszłości. Z jednej strony, nadal nie posiadali oni wystarczającej siły, aby wpływać na kontekst międzynarodowy. Z drugiej zaś strony, kwestia społeczna i narodowa na ziemiach polskich wciąż nie stanowiły kwestii międzynarodowych. Zmieni się to dopiero z powstaniem Legionów Piłsudskiego, które uczynią ze swego twórcy poważnego politycznego gracza na arenie europejskiej, a także z dojściem Lenina do władzy.

Paradoksalnie te dwa nazwiska pokazują w sposób symboliczny, jak przy przejściu od socjalizmu do geopolityki następuje ostateczne zerwanie z samym socjalizmem. Nie należy bowiem dłużej interpretować ich działań i myśli w kategoriach socjalistycznych, lecz indywidualnych – jako myśl i działania Włodzimierza Lenina (leninizm) i jako myśl i działania Józefa Piłsudskiego (przez analogię należałoby zapewne powiedzieć: piłsudskizm). Wyznawane przez nich koncepcje geopolityczne można traktować jako mniej lub bardziej realistyczne, lecz nie jako socjalistyczne. Z socjalizmem nie mają one już wiele wspólnego, za to coraz więcej łączy je z nacjonalizmem (interes narodowy, realizm) i konserwatyzmem (racja stanu, przewodnia rola elit).

Geopolitykę najlepiej zatem traktować jako funkcję siły danego ugrupowania, a nie jego ideologii. Jeśli socjaliści przeprowadzają analizy geopolityczne, to najczęściej dlatego, że wcześniej już uprawiali samą geopolitykę. Geopolityka jako refleksja jest więc w ich wykonaniu skutkiem geopolityki jako praktyki. Nieprzypadkowo teoria stosunków międzynarodowych nie operuje pojęciem socjalizmu, lecz przeciwstawieniem: realizm-idealizm (w myśli polskiej) lub realizm-liberalizm (w myśli zachodniej).

Patrząc wstecz na nasze rozważania, zauważamy, że w swym długim marszu socjaliści myśleli o ekonomii i etyce jako socjaliści właśnie, o narodzie – jako Polacy, o geopolityce zaś – dopiero jako członkowie partii i przywódcy państwowi. Ale wtedy nie byli już socjalistami.

 



[1]     Podstawowymi źródłami do historii Gromad Ludu Polskiego, z których korzystam, są: A. Sikora, Gromady Ludu Polskiego, Warszawa 1974 i Lud Polski. Wybór dokumentów, red. H. Temkinowa, Warszawa 1957.

[2]     Por. B. Cywiński, Rodowody niepokornych, Warszawa 1996.

[3]     R. Dmowski, Rosja, Niemcy i kwestia polska, Warszawa 1991.

[4]     Nie znajdziemy takich traktatów u najważniejszych polskich socjalistów: Edwarda Abramowskiego, Stanisława Brzozowskiego, Ignacego Daszyńskiego, Bolesława Limanowskiego, Kazimierza Kelles-Krauza, Ludwika Krzywickiego, Róży Luksemburg czy Juliana Marchlewskiego (L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu, Londyn 1988, s. 370, 371, 430). Za pewne wyjątki uchodzić mogą prace polskich radykałów z połowy XIX wieku: Henryka Kamieńskiego, Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami, Warszawa 1999 oraz Adama Gurowskiego: America and Europe, New York 1857; Russia and its people, New York 1854; Russia as it is, New York 1854. Nie były one jednak pisane z perspektywy socjalistycznej. Kamieński pod koniec życia porzucił swój młodzieńczy radykalizm (zob. K. Wołodźko, Henryk Kamieński: pytanie o Rosję, „Archiwum historii filozofii i myśli społecznej” 2007, nr 52), a Gurowski wydał swe prace dopiero na emigracji w Stanach Zjednoczonych, już jako słowianofil, długo po swym flircie z radykalną ideologią TDP (zob. H. Głębocki, Adama Gurowskiego patriotyzm rosyjsko-słowiański (o kontekstach apostazji narodowej), „Arcana” 2007, nr 2-3).

[5]     Zob. R. Dmowski, Wybór pism, Warszawa 1990.

[6]     Zob. Myśl socjalistyczna i marksistowska w Polsce 1878-1939, red. S. Dziamski, t. 1 i 2, Warszawa 1984; K. Kelles-Krauz, Naród i historia. Wybór pism, Warszawa 1989; L. Krzywicki, Idea a życie. Z wczesnej publicystyki (1883-1892), Warszawa 1957; tegoż, Dzieła, t. 4: Artykuły i rozprawy 1888-1889, Warszawa 1960; tegoż, Dzieła, t. 5: Artykuły i rozprawy 1890-1891, Warszawa 1960; R. Luksemburg, Kryzys demokracji, Warszawa 2005 etc.

[7]     Zob. I. Koberdowa, Pierwsza Międzynarodówka 1864-1876. Sukcesy i porażki, Warszawa 1987, s. 9-19; L. Kołakowski, dz. cyt., s. 357-380; A. S. Lindemann, A History of European Socialism, New Haven 1983, s. 86-184.

[8]     Zob. R. Dmowski, Rosja, Niemcy i kwestia polska, dz. cyt., s. 9.

[9]     Zob. A. Sikora, Fourier, Warszawa 1988, s. 123-124.

[10]    Zob. R. Szporluk, Communism and Nationalism: Karl Marx versus Friedrich List, Oxford 1988; A. Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności: Dzieje komunistycznej utopii, Warszawa 1996, s. 25-201.

[11]    Zob. B. Limanowski, Socjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju. Wybór pism, Warszawa 1989, s. 626-718.

[12]    Zob. R. Szporluk, dz. cyt.

[13]    Zob. tamże.

[14]    Zob. A. S. Lindemann, dz. cyt., s. 133-184; E. Gellner, Narody i nacjonalizm, Warszawa 1991.

[15]    K. Kelles-Krauz, Naród i historia

[16]    Por. np. ironiczną wypowiedź o książce tow. Rudolfa Springera, z której „wcale nie znać, żeby autor był socjalistą, można by raczej przypuszczać, że jest to rozumny i konsekwentny Niemiec-demokrata, który chce ocalić państwo austriackie od grożącego mu rozkładu” (tamże, s. 278).

[17]    Zob. L. Kołakowski, dz. cyt., s. 378-379; R. Luksemburg, Kryzys demokracji, dz. cyt.

[18]    I. Daszyński, Teksty, Warszawa 1986, s. 114.

[19]    Zob. K. Kelles-Krauz, Naród i historia

[20]    Zob. L. Kołakowski, dz. cyt., s. 357-380.

[21]    M. Bębenek, Teoria narodu i kwestia narodowa u Kazimierza Kelles-Krauza (na tle refleksji marksistowskiej 1848-1905), Kraków 1987, s. 63-69.

[22]    L. Krzywicki, Człowiek i społeczeństwo. Wybór pism, Warszawa 1986, s. 208.

[23]    Zob. B. Limanowski, dz. cyt., s. 5-43; L. Kołakowski, dz. cyt., s. 430.

[24]    B. Limanowski, dz. cyt., s. 414.

[25]    Tamże, s. 416-417.

[26]    Tamże, s. 435.

[27]    Tamże, s. 439.

[28]    Zob. U. Dobrzycka, Abramowski, Warszawa 1991; W. Giełżyński, Edward Abramowski. Zwiastun „Solidarności”, Londyn 1986.

[29]    E. Abramowski, Rzeczpospolita przyjaciół. Wybór pism, Warszawa 1986, s. 164-165.

[30]    Tamże, s. 54.

[31]    Tamże, s. 149, 152. Na marginesie należy dodać, że pozytywne oceny narodu i negatywne oceny państwa, jakie formułowali w swoich teoriach Limanowski i Abramowski, weszły następnie do kanonu polskiej socjologii narodu, czemu najpełniejszy wyraz dał Florian Znaniecki, Współczesne narody. Socjologiczne studium ewolucji narodów, Warszawa 1990.

[32]    Zob. Dobrzycka, dz. cyt., s. 102, 109.

[33]    E. Abramowski, dz. cyt., s. 251.

[34]    Oczywiście każda generalizacja typu „Brzozowski sądził, że…” musi wydawać się bardzo wątpliwa, gdyż był on autorem, który nieustannie przeformułowywał swoje tezy. Tytułem przykładu, w Filozofii romantyzmu polskiego pisał on w bardzo podniosłym, a nawet profetycznym tonie o polskim dziedzictwie duchowym.

[35]    A. Walicki, Stanisław Brzozowski – drogi myśli, Warszawa 1977, s. 457.

[36]    S. Brzozowski, Listy, t. 1, Kraków 1970, s. 299-300.

[37]    A. Walicki, Stanisław Brzozowski…, s. 452-453.

[38]    S. Brzozowski, Głosy wśród nocy, Warszawa 2007, s. 199.

[39]    Zob. L. Krzywicki, Idea a życie…, s. 474-475; H. Holland, Ludwik Krzywicki – nieznany, Warszawa 2007.

[40]    L. Krzywicki, Idea a życie…, s. 213.

[41]    Tamże, s. 296.

[42]    Tamże, s. 39-40.

[43]    Tamże, s. 224.

[44]    L. Krzywicki, Dzieła, t. 5: Artykuły i rozprawy 1890-1891, dz. cyt., s. 54-60, 285-289, 626-630.

[45]    Tegoż, Dzieła, t. 4: Artykuły i rozprawy 1888-1889, dz. cyt., s. 216-218.

[46]    Tegoż, Dzieła, t. 5: Artykuły i rozprawy 1890-1891, dz. cyt., s. 285-289, 626-630, 701.

[47]    Zob. T. Kowalik, Słowo wstępne, [w:] H. Holland, Ludwik Krzywicki – nieznany, Warszawa 2007.

[48]    L. Krzywicki, Dzieła, t. 5: Artykuły i rozprawy 1890-1891, dz. cyt., s. 285-289.

[49]    Tamże, s. 289.

[50]    Tamże, s. 66.

[51]    R. Luksemburg, Wybór pism, t. 2, Warszawa 1959, s. 462.

[52]    Zob. N. Michta, Julian Marchlewski. Polska-Naród-Socjalizm, Warszawa 1975, s. 197.

[53]    Tamże, s. 357.

[54]    Tamże, s. 373.

[55]    M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001, s. 43-80.

[56]    L. Krzywicki, Wybór pism, Warszawa 1978, s. 86.

[57]    Tamże, s. 894.

[58]    K. Kelles-Krauz, Historia i rewolucja, Warszawa 1983, s. XLVII.

[59]    Tegoż, Naród i historia…, s. 75-76.

[60]    Pisałem o tym w: M. Łuczewski, Mężczyźni, którzy wyciągnęli swoje poglądy z kapelusza, „Arcana” 2008, nr 3-4.

[61]    Zob. I. Daszyński, dz. cyt.

[62]    Zob. Tamże, s. 122-123; zob. też L. Kołakowski, dz. cyt., s. 375.

[63]    Zob. I. Daszyński, dz. cyt. s. 116-118, 127; L. Kołakowski, dz. cyt., s. 375; A. S. Lindemann, dz. cyt., s. 155-158.

[64]    K. Kelles-Krauz, Historia i rewolucja, dz. cyt., s. 159.

[65]    Zob. U. Dobrzycka, dz. cyt., s. 111.

[66]    R. Luksemburg, Kryzys demokracji, dz. cyt., s. 31.

[67]    I. Daszyński, dz. cyt., s. 127.

[68]    Zob. Ch. Tilly, Parliamentarization of Popular Contention in Great Britain, 1758-1834, „Theory and Society” 1997, 26.



Michał Łuczewski - Socjolog i psycholog, pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Członek redakcji pisma „44 / Czterdzieści i Cztery”. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, "Arcanach", „Wprost”, „Znaku” i „Frondzie”, stypendysta Fulbrighta (Columbia University), współpracownik „Teologii Politycznej”. Współautor kilku wydanych przez OMP książek, m.in. "Drogi do nowoczesności. Idea modernizacji w polskiej myśli politycznej" (2006), "Wolność i jej granice. Polskie dylematy" (2007), "Rzeczpospolita 1989-2009. Zwykłe państwo Polaków?" (2009) i "Władza w polskiej tradycji politycznej. Idee i praktyka" (2010).

Wyświetl PDF